Mój pierwszy raz… samolotem! Czyli historia warta Oscara!

Witajcie Moi Drodzy,

Historii do opisania mam jeszcze wiele, lecz muszę sobie o nich troszkę poprzypominać, bo pewne rzeczy po pewnym czasie się zapomina. Jednak ta historia miała miejsce niespełna rok temu, więc postanowiłem, że ja opiszę na blogu! Myślę, że będzie z czego się pośmiać. Ja w tym momencie się też z tego śmieję, lecz wtedy – nie było mi do śmiechu. Co to za opowiastka – zapraszam do czytania.

Pierwsza wizyta w Polsce po przyjeździe do Holandii

Pierwsza moja wizyta w Polsce po przyjeździe do Holandii miała miejsce niespełna miesiąc po wyjeździe – przyjechałem do Polski autokarem, gdzie sam przejazd trwał aż 18 godzin! Moim celem wizyty w Polsce było „załatwienie spraw„, czyli sprawy z rozliczeniem z fiskusem oraz wymiany dowodu osobistego, bo jego ważność mijała niespełna tydzień później. Musiałem go wymienić, bo wymagane to było przez holenderskiego pracodawcę. Plus był taki, że wniosek o nowy dowód złożyłem przed wyjazdem, więc pozostało mi tylko go odebrać. Sam mój pobyt w Polsce trwał zaledwie dwa dni, a minęło to tak szybko, na wariackich papierach, że nawet teraz nie mogę sobie przypomnieć tego jak mi to minęło.

Powrót do Holandii – podejście pierwsze

Powrót do Holandii miałem z Warszawy w sobotę po godzinie 23:30, również autokarem, bo wtedy wykupiłem sobie już bilet w obie strony, abym miał już pewny powrót. Spakowałem się, wszystko pięknie i brat podrzucił mnie do Warszawy na Dworzec Wschodzi. Będąc już na miejscu mówię: – To co Michał, możesz już sobie jechać, ja sobie już poradzę. Jednak mój brat powiedział, że poczeka, aż wsiądę do autobusu i odjadę. Aj… czuł chyba co w powietrzu się unosi… Podjeżdża autobus, mnie jak nigdy coś tknęło, że podszedłem pierwszy do tego autokaru. Najczęściej nie pcham się przed szereg, bo i tak wcześniej nie odjedzie, jak będę pierwszy. No i stewardessa autokaru prosi o bilet i dowód osobisty… Podaję bilet, tam sobie coś ta kobieta zaczęła uzupełniać w swojej karcie, a ja szukam dowodu. Otwieram portfel – patrzę, a tam nie mam ani dowodu, ani prawa jazdy. A to dlatego, że skanowałem sobie dokumenty i zostawiłem je w skanerze. W portfelu miałem tylko ten stary dowód, z uciętym rogiem i mówię tej kobiecie, że zapomniałem wziąć nowego dowodu z domu i mam tutaj stary. Jednak powiedziała mi, że nie może wpuścić mnie do autokaru, ponieważ ten dowód jest nieważny. No przecież tak się wkur…wkurzyłem, że zacząłem tak krzyczeć na cały ten dworzec. Ludzie się patrzyli jak  na idiotę, co się nie dziwię… Złapałem tylko za telefon, zadzwoniłem do brata, który był w domu i spytałem, by sprawdził, czy w skanerze nie ma dokumentów – no oczywiście co, były tam! W takim razie nic nam nie pozostało  jak wracać do domu… Po drodze szczerze to miałem setki myśli – byłem tak wkurzony, że aż popłakałem się z nerwów. Jednak pomyślałem, że jak nie dało się autobusem, to może uda się samolotem… Na telefonie za dużo nie mogłem zrobić, a co najlepsze w momencie, kiedy minęła 12-sta w nocy, wtedy były problemy z rezerwacją lotu…

W domu byliśmy gdzieś przed 2 w nocy… Pierwsze co, to po powrocie włączyłem komputer i za-bookowałem sobie bilet otniczy na ten sam dzień – wylot był chyba po 10:30 jak się nie mylę… Tak, dokładnie. Nawet już sobie ustaliłem jak będzie wyglądał następny dzień – pobudka po 5, wyjazd chwilę po 6, by być o po 8 w Warszawie, wydrukować kartę pokładową i nic innego jak lecieć…  Można rzecz, że plan idealny. Usnąłem gdzieś chwilę po czwartej…

Powrót do Holandii – podejście drugie

Dzwoni telefon, przebudzam się, patrzę na zegarek, a to już 6! A o tej godzinie miałem być na drugim końcu miasta, bo stamtąd miałem planowany wyjazd. Obudził mnie kierowca z BlaBlaCar.pl, z którym miałem się zabrać do Warszawy… Jednak przeprosiłem go i powiedziałem, że z nim nie jadę, bo ja jestem na drugim końcu miasta. Jakoś przeszło. Pierwsze co, to pomyślałem, że jak nie udało się BlaBla, to pojadę autobusem – była to tak naprawdę moja ostatnia deska ratunku, aby nikogo już nie mieszać w ten mój wyjazd. Patrzę na dworcu – stoi mini bus do Warszawy, idę tam. I byłoby wszystko dobrze, gdyby nie to, że w portfelu miałem tylko same euro. Chciałem zapłacić kierowcy w euro, lecz ten jednak nie chciał… powiedział, że on nie będzie biegał i wymieniał – choć i tak by sobie zarobił… bo przejazd kosztował chyba z 18 złotych, a ja mu chciałem wręczyć 10 euro. No ale uparł się i tyle. Tylko skąd ja mam wziąć o 7 rano złotówki?! Ja nawet na koncie nic nie miałem! Zadzwoniłem do brata i powiedziałem, żeby mi przelał na szybko pieniądze – na szczęście udało mi się wypłacić pieniądze, jednak autobusu na dworcu już nie było….

Patrzę, podjeżdża za chwilę kolejny autobus do Warszawy – lekko zdenerwowany już, ale uradowany podchodzę do kierowcy i mówię, że poproszę bilet. Ten pyta mnie, czy jest rezerwacja?  Ja robię duże oczy i mówię: – Jaka rezerwacja? Nie, nie ma żadnej rezerwacji.  Ja nigdy nie rezerwowałem przejazdu autokarem. Ten rzekł mi, że nie ma wolnych miejsc, że ma wszystko pełne – zarezerwowane. No przecież już się tak wkur… ekhem, że słyszeli mnie wszyscy dookoła… Przecież to jakiś spisek losu! Już pomyślałem, że jak nie udało się na własną rękę, to może już ktoś będzie miał tak dobre serce… Pamiętam, że zadzwoniłem do Pani K. (Pani Kasia) – jednak nie mogła mi pomóc, bo właśnie była już w trasie do pracy i nie ma takiej możliwości… Doskonale to rozumiałm. Jeszcze między czasie pamiętam Mamuśka zadzwoniła, to pierwsze co, to spytała co się stało!? Bo mój głos był taki chyba już zmęczony i bezsilny, że dało się to od razu wyczuć bez dłuższej dyskusji. Jednak Mamuśka była w trasie, więc też nic nie mogła zdziałać. W takim wypadku ostatnią deską ratunku został brat Michał, który mnie wiózł tej samej nocy z Warszawy. Pamiętam, że obudziłem go – opowiedziałem mu, że dwa autobusy pojechały i już nie mam żadnego, abym zdążył na ten samolot… i czy mnie zawiezie… Zlitował się i powiedział, że mam czekać i przyjedzie po mnie. Udało się!

Lotnisku, karta pokładowa i odprawa

Na lotnisku byłem gdzieś 30 minut przed odlotem,czyli tak naprawdę już powinienem teoretycznie stać przy bramce do odlotu. Jednak nie posiadałem jeszcze wydrukowanej karty pokładowej… Po tym lotnisku szukałem jakiegoś punktu, gdzie mógłbym wydrukować tą kartę, ale tam takiego czegoś nie było. Więc podszedłem do pani przy biurku w informacji i powiedziałem,że mam taki problem, że nie posiadam wydrukowanego biletu, za co słono się płaci, jeżeli nie ma takiego biletu przy bramce. Ta Pani siedząca tam chyba zauważyła jak ja wyglądam i po prostu zlitowała się i wydrukowała mi ten bilet. Byłem taki happy… biegnę z tym biletem do odprawy a tam… KOLEJKI! Do odlotu zostało zaledwie 25 minut, a ja jestem jeszcze przed odprawą. Pokazując bilet wszystkim w kolejce prosiłem, czy mogę wejść przed tą osobę w kolejkę, bo ja powinienem już być 20 minut temu przed bramką. Na szczęści zlitowali się nade mną Ci ludzie. Moja kolej na odprawę, kazali mi wyciągać wszystko z plecaka. Okey – wyciągnąłem wszystko i przechodzę przez tą bramkę… Jednak za chwilę podchodzi do mnie dwóch mężczyzn i mówi, że muszę zostać przeszukany, bo akurat na mnie to wypadło. Ja się zgodziłem mówiąc tylko: – byle szybko, bo mój czas chyb minął. Jedna kobieta mnie uspokoiła mówiąc, żebym się nie denerwował, bo pewnie i tak tam będę jeszcze stał… Musiałem wyrzucić cały napój, antyperspirant i jeszcze jakieś tam rzeczy,ale już nie pamiętam co to było dokładnie. Spakowałem się i co? Biegnę do bramki. Podbiegam do brami, rozglądam się, a tam pusto – nikogo nie ma. Rozglądam się dookoła – co jest grane? Co oni już polecieli? Ten bilet tam podkładam pod ten skaner, naciskam go czy coś, jednak nic się nie dzieje… Zerkam jeszcze raz na ten bilet, a ja pomyliłem bramki.  Zamiast pod 39 poszedłem pod  36 – czy na odwrót. To biegnę do tej drugiej bramki, patrzę, a tam pełno ludzi… Zapytałem tylko, czy to tutaj wszyscy czekają na lot do Eindhoven – odpowiedzieli mi twierdząco,więc po prostu stałem i czekałem co będzie dalej…

Pojawiły się jakieś osoby z obsługi tego lotu, zaczęły się sprawdzanie biletów i schodziliśmy na płytę lotniska. Tam czekaliśmy około 10 minut na przyjazd autobusów, które zawiozą pasażerów do samolotu.  Udało się, przetransportowali mnie do samolotu i wszedłem na pokład samolotu.

Mój pierwszy raz… samolotem, ból głowy i półsen

Jestem na pokładzie, rozglądam się, a tam czuję się jak bym był w jakiejś klatce… Przechodzę między tymi siedzeniami i szukam swojego siedzenia. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy: – W filmach wygląda to znacznie inaczej, lepiej oczywiście. Te małe okienka, tak ciasno, te siedzenia… – no nie tak sobie to wyobrażałem, no ale co… Moje siedzenie było z brzegu, usiadłem sobie – w rzędzie były po trzy siedzenia. Obok mnie siedziała para, z którą zamieniłem kilka słów, opowiedziałem im historię, którą opisuję wyżej i podsumowałem ją mówiąc: – Mam nadzieję, że ten samolot doleci na miejsce, bo ten los coś nie chce, bym w tej Holandii był… Poczekałem tylko na start, bo chciałem poczuć jak to wygląda… Wystartowaliśmy, zaczął się stabilny lot, to włożyłem słuchawki w uszy, włączyłem muzykę i się całkowicie wyłączyłem. Byłem tak zmęczony, że byłem w takim półśnie – słyszałem muzykę, czułem ten bezwład lotu oraz ten ból głowy! No coś strasznego…  Tak mnie bolała głowa, pstrykało mi w uszach, no coś strasznego. Na samą myśl robię jakieś dziwne miny… Ale jakoś się udało, wylądowaliśmy, samolot w całości, ja też…

Podsumowanie

Teraz opowiadam tą historię z uśmiechem na twarzy, ale wtedy to była jedna wielka burza nerwów. Jakiś przekór losu, albo po prostu moje nierozgarnięcie. Szczerze, to już po prostu nastawiałem się na najgorsze, że ten samolot też może nie doleci, że może po drodze napotka gdzieś jakąś brzozę, te sprawy. Jednak udało się – żyję! Pierwszy raz samolotem zaliczony – przypadkowo, bo przypadkowo, ale jest! Teraz będę wiedział, by za każdym razem sprawdzać, czy oby na pewno dokumenty znajdują się w moim portfelu.

A tutaj przedstawiam Wam moje zdjęcie z tego dnia, zaraz po wylądowaniu. Można zauważyć po moich oczach jaki byłem zmęczony. Pozdrawiam!

10476489_361570040717773_6246287842605298141_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *