Koncert zespołu BAJM miał mnie kosztować 15 tysięcy złotych!!!

Cześć Wam wszystkim!

Jak obiecałem, że coś napiszę w weekend, tak jest – kolejna historia, która mogła mnie słono kosztować. Na szczęście moja wytrwałość i brak strachu przed policją uratowały mnie przed jakimikolwiek konsekwencjami, a mogło się skończyć – mandatem, którego oczywiście nie przyjąłem. Ale zacznijmy od początku. Akcja miała miejsce prawie trzy lata temu – dokładnie było to w maju 2013 roku, kiedy to miał odbył się koncert zespołu BAJM w płockim amfiteatrze! Postanowiłem, że muszę być na tym koncercie – jednak w dzieciństwie słuchało się takich utworów jak: „Biała armia” czy „Szklanka wody„, to dlaczego nie usłyszeć ich na żywo? Pamiętam dokładną datę koncertu, a to dlatego, że był to dzień, w którym moja babcia obchodziła 67 urodziny – chcąc zrobić jej prezent chciałem zabrać ją na ten koncert. Jednak nie udało się – babcia nie czuła się tego dnia za dobrze, a to dlatego, że była już po którejś z kolei chemioterapii… No cóż, to wybrałem się wtedy z moją przyjaciółką Elą i znajomym. Może to i dobrze, a może i nie – bo może babcia by tam jeszcze zawału dostała. 😀 Albo może bym tego nie zrobił, co zrobiłem! Haha. nie wiem – stało się ^^

Koncert – Beata Kozidrak na scenie jak rakieta

Pamiętam ten moment, kiedy oczekiwaliśmy na rozpoczęcie się tego wszystkiego – byliśmy tam dość wcześnie, już zaczynały mi przychodzić różne myśli do głowy, między innymi to, co zrobiłem później, ale doszło do tego momentu, kiedy pojawiły się na scenie chórzystki oraz resztę zespoły – ale gdzie jest Beata Kozidrak?! Nagle słychać muzykę i jest – wchodzi na scenę jak do siebie i już zaczynają się emocje! Uwielbiam takie chwile, to wszystko wokół, co jest obecne podczas takiego koncertu. Bardzo ciekawie przemyślany każdy utwór, każdy jakoś inaczej zaaranżowany i z pewną historią – fajna sprawa, szczególnie, kiedy widzisz i słyszysz to wszystko na żywo. Beata na scenie jest po prostu jak rakieta – potrafi zainteresować sobą publiczność, zmotywować ich do wspólnej zabawy z nią. Ja się również dobrze bawiłem – do pewnego momentu.

Niekontrolowany „ruch” – mandat, albo 15 tysięcy złotych

Po godzinie staniu przy scenie nagle wpadła mi myśl do głowy: „a wskoczę sobie na scenę!” – haha, tak, wiem, głupia myśl… i skąd ona się wzięła? Nie wiem! Ale to, co sobie postanowię, tak się stało. Pamiętam tylko, że tam wskoczyłem – ale szybciej znalazłem się poza sceną, niż na niej się znalazłem. Nie wiedziałem co się wtedy dzieje 😀 Oczywiście nie miałem żadnych złych zamiarów! Chciałem po prostu się tam znaleźć obok – why not?! Ale to, że w połowie drogi ku Beaty zostałem powalony na ziemię i wręcz „zrzucony” ze sceny było niezłym zaskoczeniem. Myślałem, że takie akcje to dzieję przy wielkich gwiazdach ala. Madonna i te sprawy. A tu  proszę – prywatny ochroniarz Beaty Kozidrak jest zawsze czujny gdzieś za sceną. Muszę mu przyznać bardzo szybki refleks…

No dobra, zrzucili mnie ze sceny i stoję – nie wiem przez chwilę co się dzieje, kiedy nagle podbiega do mnie jakiś młody ochroniarz (pewnie chciał się wykazać), łapie mnie za ręce i próbuje wykręcić ręce, wyprowadza… Ja oczywiście zacząłem się tam „rzucać„, żeby wziął ode mnie te łapy i że wyjdę sam, nie potrzebuję jego pomocy… Ten przekazał mnie do kolejnego ochroniarza, z którym wyszliśmy tylnym wejściem z amfiteatru i który również chciał mnie prowadzić jak jakiegoś przestępce – oczywiście na to sobie nie pozwoliłem i powiedziałem, że sobie tego nie życzę. I tak wspólnym krokiem doszliśmy do… radiowozu! Tam ochroniarz powiedział do policji: – Wyprowadziliśmy go, bo wskoczył na scenę podczas koncertu… zajmiecie się nim? – Ci pokiwali głowami, a ochroniarz sobie poszedł zostawiając mnie tam samemu z tymi policjantami. I na początku było pół-serio pół-żartem, jeden z policjantów zapytał mnie: – Co Cię tam poniosło na tą scenę do tej Kozidrakowej? Przecież ona jest od Ciebie o wiele starsza. Jak oni żartem, to ja też: – No to co, że starsza… jak nie jedna 18-tka jej do pięt nie dorasta i może jej pozazdrościć. Tak nagle ton rozmowy się zmienił, bo jak to Polska policja… jak oni sobie żartują, drwią z Ciebie, to jest fajnie, ale jak Ty zaczynasz (niekoniecznie z nich), to już nie. Jednak ja to miałem w dupie – dla mnie policja nie jest jakimiś bożkami, by jakoś specjalnie do nich się odzywać. Oczywiście wszystko na poziomie, bez jakiś tam wulgaryzmów i szczeniackich tekstów. No i w pewnym momencie ten drugi policjant dodał: – No to co… mandacik będzie…. – Ja w pierwszym momencie parsknąłem śmiechem i pierwsze pytanie: – A za co i ile? (Pomyślałem, że jak będzie to kwota 50 złoty, to tam przyjmę, by mieć święty spokój). Jednak jak usłyszałem kwotę: – 500 złoty, za zakłócanie porządku, tak nagle i mi żarcik się skończył: – O to nie, bardzo mi przykro, ale ja tego mandatu nie przyjmuję, bo chyba mam takie prawo? – Usłyszałem: – My polecamy przyjąć Ci ten mandat, bo jeżeli nie przyjmiesz tego mandatu, to sprawa zostanie skierowana do sądu. Ja przytaknąłem mówiąc: – Ja wiem jakie są tego konsekwencje, doskonale się tego domyślam. Dodali: – No tak, u nas zapłacisz tylko mandat 500 złoty, a tam około 15 tysięcy złotych! Bo dojdą Ci koszty rozprawy, czas zwłoki itp.

Jakie Ty masz prawa? Gdzie masz te swoje prawa?

Słysząc to wyciągnąłem telefon dodając: – Dobrze, ja jestem bogaty i mogę płacić. Dla pewności to nagram, aby nie było w razie czego. Nagle jeden z policjantów stojący na zewnątrz wepchnął mnie do tego radiowozu, zasunął te drzwi i podniesionym: – To jakie teraz masz prawa? Gdzie masz te swoje prawa? – Ja dalej brnę w to, co mówiłem: – Ja mam swoje prawa, a to właśnie się nagrywa… To był błąd, że to powiedziałem… jak tylko usłyszał, że się nagrywa – złapał za mój telefon próbując mi go wyrwać… Jednak ja łatwo nie odpuszczałem.. Odpuściłem dopiero w momencie, jak ten policjant wykręcił mi tak rękę, że o mało mi jej nie złamał, a jego kolano znalazło się na mojej szyi odcinając mi dopływ powietrza. Ja próbowałem krzyczeć tam do telefonu mówiąc, że to się nagrywa i będziecie mieć pojechane (ale nie zdążyłem włączyć dyktafonu, jeszcze później się dziwnym trafem wyłączył sam telefon)…

Koncert BIS z radiowozu zawsze spoko

Ta sytuacja miała gdzieś po 22… może przed 22… coś takiego. Dokładnie tego nie pamiętam, ale było już bardzo ciemno – przejechali ze mną w tym radiowozie dalej od tego amfiteatru, w stronę Wisły, bliżej plaży i tam kazali wyciągnąć wszystko co mam w kieszeniach. Chcieli mój dowód i pytali mnie, czy coś ćpałem, albo może piłem…. Ja ze śmiechem im odpowiedziałem: – Nie, ja nie muszę nic ćpać, by mieć dobry ubaw. Tak tylko słyszałem: – Ty sobie z nami tutaj nie żartuj, bo inaczej porozmawiamy. Ja tylko przytaknąłem głową mówiąc: – Dobra, ja zbytnio nie mam czasu, proszę piszcie ten wniosek do sądu, bo jeszcze mam w planach dzisiaj na imprezę iść.

Siedziałem w tym radiowozie około dwóch godzin, co mi pozwoziło słuchać koncertu BIS Beaty Kozidrak prosto z radiowozu!  Ale przeszkadzali mi w tym policjanci – co chwilę podchodziło dziesiątki policjantów do radiowozu, zaglądali przez okno mówiąc: – A który to taki cwany, który zna swoje prawa? Co, Ty znasz swoje prawa? Jakie to są prawa. itp. Ja to zlewałem mówiąc: – To, że wy nie szanujecie czyiś praw, to już tylko o was świadczy. Dobra, ten wniosek jest gotowy? Która jest godzina? itp.

Ciężko z tym wnioskiem, dlatego spier***aj

Jednak dla nich sprawa nie była taka jasna – bo akcja miała miejsce w amfiteatrze, więc nie mieli żadnej podstawy prawnej, na jakiej mogliby złożyć na mnie wniosku do sądu. Chcieli ode mnie moje bilety na koncert – ale na szczęście bilety miała Ela w torebce, więc ich nie posiadałem. Oczywiście tępi policjanci pytali: – to co Ty tam wszedłeś bez biletów? Gdzie masz bilety? W co Ty się z nami bawisz… Nawet próbując im to wytłumaczyć oni nie rozumieli, że nie byłem tam sam… No ale, nieważne. Siedziałem tam  i czekałem… Pisali ten wniosek bardzo długo, między czasie słyszałem, jak dzwonili kilka razy gdzieś z zapytaniem co mają zrobić itp. Panów policjantów zgubiła ich pewność siebie. Jeszcze oczywiście musiałem do nich pogadać: – Proszę podać mi swoje imię i nazwisko, bądź numer odznaki, a najlepiej zapisać mi na kartce, abym nie zapomniał. Oczywiście nie miało to na celu „cwaniaczenia”, bo gdyby pewnie tak było, to na pewno bym cały z tego nie wyszedł… Jednak w razie czego to chociaż żebym wiedział kto to jest, z kim miałem do czynienia itp. Jeszcze między czasie widziałem, że jakiś telefon próbowali rozebrać – a że było ciemno, a oświetlało tam wszystko tylko światło w środku radiowozu, to nie byłem pewny, czy to mój telefon, to oczywiście do tego się odniosłem: – A co pan robi, dlaczego pan w ogóle otwiera ten telefon? To jest mój telefon i proszę go zostawić. Jednak okazało się, że to nie mój telefon próbują rozebrać…

W pewnym momencie słyszę: – Bierz te wszystkie  swoje klamoty i spie****aj stąd. Ja robię duże oczy  i mówię: – A to dlaczego? Co z tym moim wnioskiem do podpisu? Bo wiem, że taki wniosek muszę podpisać przed złożeniem go tam do sądu. Powiedzieli, że do mnie będą dzwonić… A ja: – No okey, nie ma problemu. Szkoda, że tak późno to postanowiliście, bo już sobie na imprezę nie pójdę – miłego! I poszedłem sobie do domu między czasie dzwoniąc do mamy, Eli… co się stało i tak dalej. Wracając jeszcze wszedłem na posterunek policji, który miałem po drodze i chciałem przeprowadzić sobie badanie alkomatem, aby w razie czego mieć potwierdzenie, że byłem wtedy trzeźwy.  Jednak zostałem zbyty: – Nie ma takiej możliwości, a dodatkowo ten alkomat jest niezalegalizowany. – Wyszedłem i powiedziałem sobie, że policję to omijać dużymi łukami, a jak już – to włączać nagrywanie bez powiadamiania ich o tym.

Chwila w gazecie i internecie o „psychofanie” – byłem sławny!

Następnego dnia w lokalnej gazecie wyborczej pojawił się artykuł recenzujący całe wydarzenie, a między innymi to:

„Siła wokalu i piękno tego utworu spowodowało dość… nieoczekiwaną reakcję jednego z fanów. Niczym torpeda wbiegł na scenę, do niczego nie spodziewającej się Beaty Kozidrak. Błyskawicznie zareagował ochroniarz, który spacyfikował “bohatera”, pozbawiając go możliwości ruchu i jednocześnie usuwając ze sceny. Na dole już czekało dwóch rosłych osiłków, którzy wyprowadzili (psycho?)fana.”

Źródło: Petronews.pl

Pamiętam, że wtedy odpowiadałem na te artykuły w komentarzach z myślą, że może jeszcze dzięki temu uda mi się spotkać z Beatą Kozidrak! Osobiście chciałbym ją przeprosić i (o)powiedzieć (historyjkę), że nie miałem złych zamiarów. Ale nic z tego nie wyszło… Najlepsze to było, jak następnego dnia w szkole było o tym głośno (również w kadrze nauczycielskiej), a informacja, że to ja byłem tym skoczkiem na scenie nie była żadnym zaskoczeniem. 😀

Podsumowanie

Sam koncert był świetny i szczerze, poszedłbym na niego jeszcze raz – tylko tym razem bez skakania na scenę. Jedyne, co bardzo mnie zniesmaczyło, to zachowanie ze strony policji w stosunku co do mnie. Oczywiście dzisiaj nie dostałem żadnego telefonu oraz wezwania itp. (bo nawet jak bym dostał, to był na to się nie wstawił). Zauważyli, że dużo nie mogą zrobić – chyba że o ukaranie wystąpiłby do sądu właściciel amfiteatru bądź sam zespół udowadniając to nagraniami z kamer (jak takowe były). Policja mandatu nie mogła mi dać, ponieważ jak wyżej pisałem – amfiteatr ma swój wewnętrzny regulamin i policja nie może ukarać mnie „za zakłócanie porządku publicznego” w miejscu, które według prawa nie jest takim miejscem. Nauczyło mnie to, że teraz najlepiej w ukryciu włączyć nagrywanie i nic o tym nie wspominać, aby zaoszczędzić sobie połamanych rąk i siedzenia godzinami w radiowozie.

A poniżej moje zdjęcie z tego dnia, a w tle Beata Kozidrak! Widać to w moich oczach, co chyba chciałem zrobić 😀

olekx-bajm-koncert

Pozdrawiam, Olekx.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *