Zostałem oszukany w Holandii przez agencję pracy

Witaj, cześć, siemka!

O przyjeździe do Holandii oraz o mojej pierwszej pracy za granicą pisałem już we wcześniejszych moich wpisach. Przyszedł czas, aby napisać ciąg dalszy tej całej układanki, czyl o tym, jak zostałem zostałem oszukany na moje ciężko zarobione pieniądze… i to w Holandii! A co najlepsze z tego wszystkiego, że nie jest tak łatwo te pieniądze odzyskać jak mi się to wydawało. Czyli o tym jak pracowałem prawie za „pół-darmo”, jak zostałem wystawiony na pastwę losu przez swojego koordynatora oraz o pierwszych krokach w celu odzyskania moich pieniędzy przeczytasz poniżej! Zapraszam do czytania!

Po przyjeździe tutaj „przy kurczakach” przepracowałem trzy tygodnie. Musiałem wstawać od poniedziałku do piątku przed szóstą rano… i po dziewięć godzin w pracy, której nienawidziłem… Jakaś masakra… Liczyłem, że za te ciężkie przepracowane chwile w tym piekle otrzymam chociaż zadowalające pieniądze. Jednak tak nie było…

Zaliczka

Pierwsze pieniądze jakie dostałem, to było 50 euro po tygodniu pracy jako tzw. „zaliczka„, która należała mi się według umowy: „z powodu czynności administracyjnych w pierwszym tygodniu pracownik otrzymuje zaliczkę w wys. 50 euro”. Jak zwał, tak zwał, ale ona uratowała mi skórę. Pieniądze na polskim koncie się już kończyły, a dodatkowo były problemy z płaceniem polskimi kartami w sklepach, bo tutejsze przestarzałe terminale płatnicze akceptują głownie holenderskie karty. Też bywały problemy z wypłatami pieniędzy z niektórych bankomatów, bo karta nieobsługiwana. Więc te pół stówki musiało mi starczyć na dwa tygodnie (bądź jeden do zaliczki) do wypłaty. Skromnie sobie rozporządzałem tymi pieniędzy, by dobrze zjeść i w razie czego jeszcze coś zostało na czarną godzinę.

Międzyczasie dowiedziałem się, że po dwóch tygodniach pracy można dostać zaliczkę, więc nastawiłem się, że dostanę jeszcze jakiś grosz, bo te 50 euro rozeszły się bardzo szybko – a tu zrobić jakieś podstawowe zakupy, doładować telefon i tak o… Zapytałem o tą zaliczkę swojego koordynatora, lecz dostałem odpowiedź, że mi się ona nie należy, bo jest to tylko dla pracowników z większym stażem. Ale że był on „taki miły” to od siebie mi dał 25 euro – po prostu człowiek chodzący anioł… No okey…

Dzień wypłaty

Przepracowałem trzy tygodnie i nadszedł w końcu ten dzień oczekiwany przez wielu Polaków jak na cud – „Matki Boskiej Pieniężnej„. Jako, że któregoś dnia koordynator mi tam mówił, że z pierwszej wypłaty pobiorą tam jakąś „kaucję„, która jest oddawana w momencie rezygnacji z pracy, to nastawiałem się, że otrzymam mniej… czyli, że dostanę chociażby te 250 euro za te 3 tygodnie męczarni. Jednak się grubo przeliczyłem – dostałem tylko 75 euro, co mnie bardzo zniesmaczyło… Na odpowiedź: – Co to jest? Gdzie jest reszta pieniędzy? Otrzymałem odpowiedź: „Szef mi dał dla Ciebie tylko 100 euro, ale do tego wziąłem te 25 euro, które Ci dałem…„. Tyle dostał od szefa i tyle mi może dać. Pocieszył mnie tyle, że pogada „z szefem” i może coś mi da więcej, ale to dopiero w poniedziałek, jak będę miał zacząć nową pracę.

Byłem w szoku, bo byłem nastawiony na większe pieniądze, chociaż na te 250 euro. No proszę Cię… 75 euro na kolejne 4 tygodnie? Chyba na chleb z masłem i popijane wodą źródlaną. Jeszcze było to przy weekendzie, to miałem plany, że będzie jakieś party, czy coś podobnego, a tu taka heca. W pewnym momencie byłem tak zły i chciało mi się płakać, że tak mnie w chu**… chusteczki zrobili…

Mimo wszystko nie zrezygnowałem z planów weekendowych i udałem się do kolegi, by troszkę odstresować te trzy tygodnie za sobą. Ustaliłem sobie z tym całym „koordynatorem„, że na weekend jadę do innego miasta i prosto stamtąd pojadę w nowe miejsce, gdzie miałem mieszkać i pracować… On się zgodził, nawet podał mi miasto gdzie mam się pojawić i jak już będę na miejscu, że mam do niego zadzwonić, to po mnie ktoś wyjedzie. No okey, wszystko ustalone, więc przez weekend spałem spokojnie.

Spać w lesie?

Minął weekend – niedziela, więc pojechałem do tego miasta, które mi podał. Próbuję się do niego dodzwonić a tu dupa – nie odbiera. Próbowałem kilkanaście razy, nawet już znajomi próbowali, lecz bez odzewu. Przeczekałem z godzinę, nie odbierał – stwierdziłem, że udam się bezpośrednio na ten adres co mi podał. Aby tam się dostać musiałem przejechać z cztery przystanki autobusem, a później z półtora kilometra jeszcze pieszo przez jakieś lasy… Z tymi tobołkami, plecakiem udało mi się jakoś dotrzeć do tego miejsca, ale ręce to mi odpadały… Moim oczom ukazał się ośrodek wypoczynkowy, było ok. dwudziestej… cisza jak w Kościele, nikogo nie widzę, nawet żywej duszy… Dobra, próbuję dalej dzwonić – po kolejnej godzinie kręcenia się tam i prób dzwonienia odebrał telefon – jednak chyba był „wypity”, bo powiedział mi, że tam gdzie ja pojechałem nie ma dla mnie miejsca i się rozłączył. Nosz kur… Już nie odbierał kolejnych telefonów. Tak naprawdę zostało mi spędzić noc na dworze, w lesie – na szczęście miałem śpiwór w razie czego.  Jednak zlitował się nade mną kolega, który przyjechał po mnie prawie 80 kilometrów… W innym wypadku nocowanie w pobliskim lesie by mnie nie ominęło… Ogółem wydałem na ten przejazd swoje ostatnie pieniądze, no, zostałoby mi tylko na pojechanie następnego dnia do miasta odjazdu mojego autobusu powrotnego do Polski, nic więcej.

Jest kontakt, a pieniądze?

Następnego dnia próbowałem się skontaktować z koordynatorem, nawet już z innych nr telefonów, lecz bez skutku. Zdecydowałem, że ewidentnie rezygnuję z całej tej śmiesznej firmy i chcę tylko swoich pieniędzy za pracę i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego… Dopiero następnego dnia oddzwonił, że jak tak chcę, to abyśmy się spotkali, aby wyrobić mi numer SOFI (czyt. „PESEL”) – więc myślałem, że od razu da mi moje pieniądze… Jednak on wyrzucił z portfela tylko 86 euro – że on tylko tyle ma przy sobie. A resztę dostanę na moje konto bankowe, bo według umowy mają 6 tygodni na rozliczenie się ze mną… no dobra, okey.

Odczekałem te 6 tygodni – między czasie zdążyłem sobie założyć holenderskie konto bankowe, wysyłałem mu SMSy z informacją, z prośbami itp. Szczerze, miałem nadzieję, że jeszcze dostanę te pieniądze… Nawet pod koniec kwietnia odebrał mój telefon, to powiedział mi, że zrobi coś w tym kierunku… jednak bez odzewu. Ani pieniędzy, ani słuchu po nim..

Próba odzyskania pieniędzy…

Jako, że nie było odzewu przez kolejne tygodnie, postanowiłem, że jakoś odzyskam te pieniądze. Próbując dzwonić z mojego numeru telefonu do tego śmiesznego koordynatora, to od razu włączała się poczta głosowa, zaś z innych numerów nie odbierał…  chyba sobie je zapisywał… by wiedzieć, których nie odbierał – no dobra, nie ważne…

Pierwsze, co pomyślałem, to, że zadzwonię do „biura” firmy, która mnie zatrudniła. Akurat to nie ja rozmawiałem, bo jeszcze nie byłbym w stanie. Ale kolega zadzwonił w moim imieniu pod numer telefonu ze strony firmy – odebrał ktoś, rozmawiał po angielsku. W momencie, kiedy się przedstawił się, całą sytuację, nagle telefon się urwał. Kolejne próby telefonowania były bez skutku – a jak już ktoś odebrał, to nagle nie rozumiał po angielsku…

No dobra – wobec tego zadzwonił jeszcze do firmy, dla której pracowałem. Oni faktycznie potwierdzili mi, że pracowałem, ale więcej informacji nie mogli podać, bo nawet nie mieli. Dane firmy, które mi podawała, to te, które ja już wcześniej znalazłem w internecie, które były fałszywe.

Wezmę adwokata!

Powyższe próby nic nie zdziałały, to zdecydowałem, że może skorzystam z pomocy polskiej adwokatki, która działa w Holandii. Może to przyniesie jakiś rezultat… Z góry zapłaciłem za usługę 150 euro – pomyślałem, że warto, bo może wcześniej czy później te pieniądze zostaną mi to zwrócone…

Pierwsze kroki, które poczyniła adwokatka to było wysłanie listów do tej „pro-agencji pracy” o tym, aby się ze mną rozliczyli oraz do głównej firmy (w tej, w której pracowałem), by wysłali mi potwierdzenie godzin, które u nich przepracowałem. Musieliśmy odczekać jakiś czas, by tam mogliśmy coś zdziałać… Jednak przez ten czas nie otrzymaliśmy odpowiedzi, więc adwokatka wysłała zgłoszenie do inspekcji pracy o to, że nie zostało mi wypłacone wynagrodzenie itp. Ale otrzymałem po 6 tygodniach odpowiedź, że oni nie otrzymali mojej umowy, mojego nr SOFI itp. w tym liście. To nie wiem – pierwsze co pomyślałem, że po prostu ta adwokatka nie wysłała im tych potwierdzeń godzin oraz kopii umowy. Raz do niej dzwoniąc usłyszałem, że mam zadzwonić za kilka dni, bo ma urlop – okey. Ale gdy już się dodzwoniłem, to mi odpowiedziała, ze „ – Dla nich to za mało, by mogli coś zrobić pewne… i że to nie jest ostateczna odpowiedź z ich strony…„. I jeszcze dodała, że ” …ma Pan 5 lat na to, by móc jeszcze domagać się swoich pieniędzy…” – to pomyślałem sobie, że po prostu nie ma sensu tego ciągnąć z nią… bo to tylko szkoda mojego czasu. Teraz mniej więcej chociaż wiem co mam robić…

Firma krzak

Agencja pracy, dla której pracowałem to jakaś firma krzak, która ma kilka nazw np. „At Work Holland„, bądź teraz znalazłem w internecie „Van Beek at Work„, zaś w umowie mam wpisane „International Solution” – bez żadnego adresu, niczego.  W internecie jest kilka opinii na temat tej „firmy„, większość negatywnych: naciągacze, wyzyskiwacze itp. No nie dziwię się, jak ludzi zostawiali bez niczego pod gołym niebem tak jak miało to miejsce ze mną. Co ciekawe, na głównej stronie firmy jest podany adres siedziby firmy mojego domku firmowego, w którym mieszkałem… dowiedziałem się o tym dopiero gdzie już wszystkie dokumenty do tej całej inspekcji pracy zostały wysłane itp. Zastanawia mnie tylko to, że to jeszcze funkcjonuje… i to w Holandii! Przecież Holandia jest podobno tak dobrze rozwiniętym krajem, jeżeli chodzi o działania prawne przeciwko takim firm, że tutaj rzadko kiedy takie coś ma miejsce – tak słyszałem. Ale jak widać, prawda jest jednak inna…

Ja się nie poddam, działam dalej!

Postanowiłem sobie, że nie poddam się – nawet oprze się o sąd, aby odzyskać swoje pieniądze! Tylko teraz nie będę działał przez polskich adwokatów, bo szczerze, to oni się do tego nie nadają. Tutaj potrzeba kogoś, kto wie co robi i gdzie uderzyć, by coś się stało. Kilka dni temu od znajomego z pracy dostałem namiary na biuro prawników holenderskich, którzy zajmują się takimi sprawami jak trzeba i to za darmo! Mu już kilka razy pomogli, też związane z niewypłaconymi pieniędzmi przez firmę. Zbiorę kilka informacji jeszcze na temat tej agencji i myślę, że jeszcze w tym roku, albo na początku przyszłego zacznę działać! Czekam jeszcze tylko na odpowiedź z firmy „kurczaków”, by mi ponownie odesłali potwierdzenie godzin przepracowanych, bo te poprzednie przekazałem tej adwokatce. Obawiam się tylko, że może z tego też nic nie wyjść, bo jak ta „agencja pracy” działa na rynku holenderskim już od wielu lat i jeszcze ich nie zamknęli… Ale też mogę myśleć inaczej: – To będą mieli pod okiem Holendrzy, czyli wiedzą gdzie i w jakie drzwi zapukać, aby coś się ruszyło. Jedno jest pewne – na pewno się nie poddam! Chcę odzyskać swoje ciężko zapracowane pieniądze, które mi się należą.

Podsumowanie

Teraz tak myślę: – Boże, jaki ja byłem głupi… Teraz bym inaczej postąpił, bo wtedy nie znałem języka angielskiego, teraz już go znam na tyle, by jakoś inaczej to zrobić. Też niepotrzebnie wyrobiłem z tym koordynatorem wtedy ten numer SOFI – teraz bym powiedział, że jak ujrzę pieniądze na koncie, to może go wyrobię… No ale, teraz mogę sobie tylko powiedzieć „Polak mądry po szkodzie…” – eh… Pozostaje mi nadzieja jeszcze na tą pomoc w tym holenderskim biurze. Jeżeli coś się w tym kierunku ruszy, na pewno dam Wam znać na łomach bloga!

19 komentarzy

  1. Witam serdecznie ja tez dostałam kubeł zimnej wody na głowe przysłowiowy .Pracuje w hotelu tu robi się przestepstwa wobec pracownika w białych rekawiczkach .Zakładają nie realny czas wykonania pracy aponadto okradają z gidzin nawet do 30 godz w miesiącu .Jestem załamana wiem ze trzeba cos z tym zrobic .Nie tylko chodzi tu o mnie lecz o innych oszukanych dotychczas i w przyszłosci .Jesli ktos z czytających wie gdzie można realną pomoc. uzyskać ma prosze o kontakt pod numerem 31697577695

    • Hej hej,
      Spokojnie, bez obaw, jak masz rozpiskę przepracowanych godzin z poprzednich miesięcy, aby udowodnić w jakich godzinach pracowałaś, to masz duże szanse na odzyskanie tych pieniędzy. 🙂 Wszystko jest do zrobienia. Póki firma istnieje, pracuje w pełni, to możesz zawsze coś zrobić – masz kilka opcji, pierwszą, najlepszą jest Inspecie SZW (Czyli odpowiednik polskiej inspekcji pracy) – najlepiej skontaktować się z nimi bezpośrednio na ich stronie WWW przez zakładkę kontakt. Jednak trzeba kontaktować się w języku angielskim.
      Co tam jeszcze?
      Jest jeszcze het Juridisch Loket – jest to holenderska kancelaria prawna, która udziela pomocy bezpłatnie, jeżeli nie przekraczasz jakiegoś progu zarobkowego w całym roku.
      Polecam nerwy odstawić na boki i skupić się na działaniu – masz szanse na odzyskanie troszkę pieniążków, tyle, że musisz działać i być gotowa na zwolenienie w razie W.

  2. witam zostalem oszukany przez firme inforcontracting pracowalem 2 tygodnie dostalem tylko 50 euro zaliczki zostalem wyrzucony nawet nie dono mi wejsc do domu po zeczy dostalem walizki na szlabanie od ochroniarza w westhoven centerpark i musialem 2 dni spac na dworzu nie znalem jezyka ani nie mialem gotowki teraz nie moge odzyskac zarobionych pieniedzy prosze o pomoc co zrobic w takiej sytulacji ogolnie zainwestowalem na wyjazd 1200 pln i nawet to mi sie nie zwrocilo prosze o kontakt pawel.wieczorkiewicz@vp.pl

    • Cześć Paweł,
      Myślę, że za taką kwotę najlepiej zwrócić się bezpośrednio do Inspekcji Pracy w Holandii, bo jest to zbyt mała kwota, aby móc jakoś działać z prawnikami itp.
      Holenderska nazwa inspekcji pracy to „Inspectie SZW”
      http://www.inspectieszw.nl
      Polecam napisać maila po angielsku, albo nawet jak nie znasz języka to po polsku, tylko musisz dokładnie opisać nazwę firmy, gdzie pracowałeś, w jakich godzinach, Twój BSN, cała zaistniałą sytuację, skan umowy i wszelkich od nich dokumentów. Powinni odpisać.
      Polecam się spieszyć, aby firma, dla której pracowałeś nie ogłosiła bankructwa, bo wtedy już nic nie odzyskasz.
      W razie pytań pisz, postaram się pomóc.
      Pozdrawiam,
      Olekx

  3. Hej. Twoja historia powala,masakra. Ja osobiście jestem na etapie korespondencji z moja poprzednia agencja Voorneputten , nie wypłacili mi ostatnich dwóch wypłat pracowałam tam dwa miesiące i zjechałam na urlop. W pakiecie startowym z tzw „umowa” itd dostałam kartę urlopowa wraz z dwudziestoma innymi osobami. Ze juz wiedziałam kiedy bede chciała na urlop po tygodniu pracy dałam wypełniona kartę na której wyraźnie zaznaczone było ze za okres urlopu za zakwaterowanie bedzie potrącone z wypłaty. W trakcie urlopu dostaje maila ze mam wpłacić 105€ na konto firmy,No dobra. Ze wypłaty liche jadąc na urlop kasa przy końcu sie skończyła czekam do piątku na kolejna wypłatę(myśle sobie wypłaca,zrobie im wpłatę i tyle) a tu wypłaty nie ma.Ja funduszy tez nie mam żadnych. wiedząc ze maja byś pieniążki kolejne, a to święta akurat były, nie oszczędzałam bo w zasadzie nawet nie było z czego. Dzwonię do biura koordynatorka mówi ze dopóki wpłaty nie bedzie wypłata zostaje wstrzymana. Prosiłam żeby z wypłaty pobrali tak jak powinno być ale oni nie mogą. Itd do tej pory jest odbijanie piłeczki. Obecnie szukam pomocy. Wiec jak byś mógł może coś podpowiedzieć… Pozdrawiam

    • Cześć Babi,
      Myślę, że najlepiej bezpośrednio skierować się do holenderskiej inspekcji pracy „Inspectie SZW”
      http://www.inspectieszw.nl
      Polecam napisać maila, tylko musisz dokładnie opisać nazwę firmy, gdzie pracowałeś, w jakich godzinach, Twój BSN, cała zaistniałą sytuację, skan umowy i wszelkich od nich dokumentów. Powinni odpisać.
      W razie pytań pisz, postaram się pomóc.
      Pozdrawiam,
      Olekx iamolekx.pl

  4. Ja tak z innej beczki muj mąż za pomocą zasiłek nl. Załatwiał zasiłek dla bezrobotnych , pan Robert wysłał nam na e-mail decyzje ale od tamtej pory kontakt zerwał nie ma kasy i niema kontaktu pomocy co ja mogę zrobić

  5. Ja tak z innej beczki muj mąż za pomocą zasiłek nl. Załatwiał zasiłek dla bezrobotnych , pan Robert wysłał nam na e-mail decyzje ale od tamtej pory kontakt zerwał nie ma kasy i niema kontaktu pomocy co ja mogę zrobić

    • Witam Pani zemi,
      Zasiłek był załatwiany przez księgowego?
      Pozdrawiam,
      Olekx.

  6. A ja zaczęłam pracę w wakacje przy kurczakach w Leeku przez agencje European Support. przepracowałam miesiąc i 3 tygodnie, koordynator darek tak miał na imię na samym początku powiedział że pobiera kaucję na mieszkanie 500 euro która zwraca jak skończysz pracę w tej firmie. Na umowie pisze ze pobierają 90 euro za ubezpieczenie ja miałam pobrane 118 gdzie nie miałam żadnego dokumentu Ani karty ze jestem ubezpieczona. Na umowie niema nawet pieczątki firmy. Przepracowałam miesiąc I trzy tygodnie I dostałam wypłatę 900 euro gdzie powinnam zarobić 2000 euro. Teraz minęły 2 Tyg dzwoniłam do tego koordynatora Kiedy mi odda resztę pieniedzy I cisza z jego strony. siedziba firmy znajduje się W drachten W domku gdzie mieszkają pracownicy byłam tam I nie ma tam żadnego biura.

    • Cześć,
      Odezwij się do mnie przez zakładkę kontakt. 🙂 Tam postaram się pomóc, a może nawet coś wspólnie zdziałamy w tym temacie.
      Pozdrawiam, Olekx.

    • Siedzibą jest za domkiem pracowników z tyłu gdzie garaż tam wchodzisz przez 2 pomieszczenia i jesteś a nie w domku

    • Do Ciebie do domu wchodzi się za domkiem pracowników, jeszcze przez kotłownię i koksownię i jesteśmy u Ciebie w domu!

      Wyjdź stąd. Bo idiotę możesz robić z siebie.

      Pozdrawiam!

  7. Wspolczuje. Wiem xo czyjesz. Mam nadzieje ze wszystko sie uda zalatwic na twoja korzysc . Ale i mnie namiary na tych adwokatow bardzo by sie przydaly. Gdybys byl uprzejmy podac numer telefonu. Bylabym Ci bardzo wdzieczna . Pozdrawiam .

    • Cześć Reza!
      Już nie trzymam tego bólu w sobie, bo to nie ma sensu. Ale nie poddaję się i walczę o to, aby odzyskać swoje pieniądze! Skontaktuję się z Tobą za pomocą e-mail.
      Pozdrawiam, Olelx! 🙂

  8. Pingback: Moja pierwsza, 'wymarzona' praca w Holandii... | By Olekx

  9. Tyle czasu tam jestes .. Tyle razy rozmawialiśmy i ja o tym nie wiem?
    Bardzo mi przykro przez to co Cie spotkało i mam nadzieje , ze to będzie ostrzeżenie dla wszystkich „polaków” , którzy wyjeżdżają za granicę .. Widzę co chwile , że pojawiają się takie ogłoszenia :” Dam pracę w Holandii , pod opieką koordynatora , nocleg i wyżywienie zapewnione ” :/
    Walcz o swoje do konca!
    Buziak mały :*

    • Nie wiem Sadosia jak to się stało, że Ty nic o tym nie wiesz… ale na pewno o tym pogadamy. 🙂
      To co było, minęło – wystarczy wnioski z tego wyciągnąć i żyć dalej… 🙂
      Po prostu trzeba być ostrożnym i najlepiej troszkę więcej zebrać informacji na temat firmy, do której wybierają się Polacy za granicę. Ja za dużo tych informacji nie miałem, więc to mi uniemożliwiło sprawdzenie tej firmy.
      Będę walczył, bo gdzie są moje „pieniondze za kurczoki”!? 😀
      Buziaki :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *