Skuterem po Holandii i autostradzie…

Witajcie Moi Drodzy!
Nadszedł czas, aby napisać coś o mojej historii związanej ze skuterem w Holandii! A to dlatego, że jest to tutaj aktualnie mój główny środek transportu! Skuter zakupiłem około półtora miesiąca temu, a udało mi się już na nim przejechać ponad dobry tysiąc kilometrów! Tak, zgadza się – 1000 kilometrów! Dziennie do pracy i z powrotem robię około 30 kilometrów i czasami jakieś dodatkowe kilometry (np. sklep, rekreacja itp.). Przez to chciałbym napisać podstawowe informacje na temat skuterów w Holandii, jakie jest moje spostrzeżenie związane z tym tematem… mój pierwszy raz na skuterze w Holandii i mały „fail” (czyli jak zawsze muszę coś „odwalić„)… Zapraszam do czytania!

Mój pierwszy dzień na skuterze w Holandii

Mój pierwszy dzień ze skuterem w Holandii był bardzo długi… Kupić kupiłem skuter dość blisko ok. 5 kilometrów, gdzie mieszkam, więc z tym było super. Lecz abym mógł na nim odjechać od właściciela najpierw musiałem go zarejestrować w RDW („wydziale komunikacji”) w mieście Den Bosch – 30 kilometrów ode mnie.  To był pamiętam dość zimny poniedziałek. Najgorsza była jazda tam, bo korki były niemiłosierne…

korki-holandia

Sam przejazd trwał ponad godzinę… Plus tego wszystko jest taki, że rejestracja skutera trwała zaledwie 10 minut i zapłaciłem za to około 10-ciu euro. Otrzymałem papierek z wydziału komunikacji dla nowego właściciela, że skuter jest zarejestrowany na mnie i mogę go od niego odebrać… to co? Jedziemy do niego!

Mój pierwszy dzień ze skuterem w Holandii

Odebrałem skuter i co…  zaczynamy swoją historię ze skuterem na obczyźnie! Byłem ubrany dość lekko, bo na sobie miałem tylko z odzieży zwierzchniej bluzkę i bluzę… i tyle co kask.. Było tak zimo, a ja ani żadnych rękawiczek, ani jakoś ubrany – po prostu zmarzłem, ledwo co w ogóle mogłem rękoma ruszać z zimna… ale to jeszcze nic. Miałem tam ponad półtorej godziny jeszcze do rozpoczęcia trasy, to ustaliłem sobie, że moją pierwszą trasą na skuterze w Holandii będzie trasa do domu… Oczywiście jak to ja zawsze muszę coś „zrobić po swojemu” (czyt. „odwalić„) – tak zrobiłem. Nie wiedziałem za bardzo jak jechać do tego domu, to włączyłem sobie nawigację w telefonie, wsadziłem słuchawkę do ucha…. Ogólnie jechałem dobrze do momentu, kiedy nie pomyliłem zjazdu z ronda (zamiast trzeci, to drugi – czy jakoś tak) i wjechałem na autostradę! 😀 Tak, dobrze czytasz – na autostradę skuterem. Jako, że wstecznego już nie mogłem włączyć… to co! Jedziemy! Pierwsze co, to zjechałem na skrajny prawy pas (tzw. techniczny) i jechałem ile fabryka dała (test skuterka pierwszego dnia, hah), by jak najszybciej stamtąd zniknąć . Samochody, tiry przejeżdżające obok mnie trąbiły, mrugali światłami. Z jednego samochodu facet patrząc się na mnie popukał się w głowę, a z innego pokazał mi kciuka do góry. Ja to tylko kiwałem głową na boki… Ale jakoś udało mi się dotrzeć do pierwszego zjazdu – było do niego prawie 8 kilometrów. Miałem po prostu farta, że gdzieś nie chapnęła mnie policja, bo pewnie mój pierwszy dzień okazałaby się ostatnim… Ale to nie wszystko…

Drugi, trzeci i kolejne dni

Jako, że pierwszego dnia doświadczyłem dość nieprzyjemnej sytuacji, że o mało co nie przypominałem nieboszczyka z kostnicy, to następnego dnia przed pracą zakupiłem sobie specjalny strój dla „motocyklistów”, taki przeciw-deszczowy i nawet przeciwko-wiatrowi! To już komfort jazdy był znacznie lepszy, jeszcze brakowało rękawiczek do zestawu. Tego samego dnia wieczorem jak wyjechałem z pracy o 20… w domu byłem dopiero o 22… a powinienem być maksymalnie 20:40… A to co się stało? To, że padał deszcz, to jedno – ale drugie, że zamiast skręcić w pewnym momencie w prawo, to pojechałem sobie prosto! A jak… no i się zaczęło… Jechałem po takich drogach, gdzie nie było nawet żadnego oświetlenia, to jeszcze padał niemiłosierny deszcz, ledwo co widziałem przede mną drogę, nie wiedziałem gdzie jestem i jadę… Miałem tak przemoczone rękawiczki (robocze, z pracy), skostniałe ręce, że już bluźniłem wszystko na cały świat dookoła. Nawet nie chciałem już wyciągać telefonu, by sprawdzić gdzie jadę… robiłem to rzadko, co w efekcie zamiast 15 kilometrów, zrobiłem prawie 40 – kilka razy zawracałem, by było szybciej… a najlepsze jest to, że jeździłem po drogach, po których w ogóle nie powinienem jeździć (zakaz dla skuterów, rowerów itp.) . Na szczęście jakoś się udało… po prawie dwugodzinnej męczarni – jak wygrana w totolotku, uwierz mi…

Kolejne dni nie były idealne – dlaczego?

Aby dojść do momentu, by odpowiedzieć dlaczego, muszę krótko napisać jak wygląda interpretacja „skutera” w Holandii. Otóż są dwa typy skuterów:

  • motorower” (jest to normalny skuter), który może jechać maksymalnie do 25 km/h i od kierowców takiego typu skuterów nie jest wymagany kask. Mogą one poruszać się normalnie po ścieżkach rowerowych oraz nie mogą jeździć po ulicach (chyba, że jest to wymagane);
  • skuter” taki jak ja posiadam, który może jechać z prędkością do 45 km/h i od prowadzącego jak i pasażera jest już wymagany kask.  Muszą poruszać się po jezdniach w kolumnie z samochodami bądź na ścieżkach rowerowych jak jest to ustalone przez znaki.

Przez pierwszy tydzień jeździłem po drogach, gdzie obowiązywał zakaz poruszania się skuterów. O mało co znów nie znalazłem się skuterem na autostradzie – ale na szczęście zawróciłem w ostatnim momencie na betonowej wysepce i uniknąłem dejavu sprzed kilku dni. W pewnym momencie już chciałem jechać na policję, by jasno mi powiedzieli jakie obowiązują zasady co do skuterów… czy ten znak tyczy się mnie, czy też nie… Jednak troszkę przeszperałem różne holenderskie strony i znalazłem… Na początku w ogóle tego nie mogłem ogarnąć, ale z czasem jakoś się udało. Teraz wiem, że jak stoi ten niebieski znak (ten po prawej na zdjęciu) bądź biały znak z czerwonym motorkiem i strzałką kierunkową (ten po lewej na zdjęciu – on znajduje się przy krawędzi jezdni) to wtedy muszę zjechać na ścieżkę rowerową bądź na jezdnię.

znaki

Też w pierwszych dniach miałem tutaj też problem „jechać, czy nie jechać?” przez ścieżkę rowerową na skrzyżowaniu, na którym są światła. Otóż na jednym sygnalizatorze zapalało się zielone światło, zaś na obu sygnalizatorach w tej samej linii po długości było zielone. Faktycznie, taka różnica, że tam na tych sygnalizatorach są „ludziki”, nie rowery – jednak w Polsce jeździłem dużo rowerem i rzadko kiedy takie sygnalizatory były (głownie tylko na nowych skrzyżowaniach) – a jak były, to włączały się one jednocześnie z tymi dla pieszych.

czerwone-swiatlo-a-zielone

Co mnie wku… wkurza?

holenderskie wąskie drogi – Pierwsza bolączka, która przychodzi mi do głowy. Wąskie drogi w Holandii to chleb powszedni – autobusy czasami jeżdżą „na lusterka” (na centymetry) od siebie, a niech jeszcze jedzie jakiś pojazd budowlany, to trzeba się za nim ślimaczyć. Często jadąc na poranną zmianę do pracy dosyć często zdarza mi się trafić na tira za którym muszę się wlec przez pół trasy. Jak już decyduję się go wyprzedzić, to z maksymalną prędkością by jak najszybciej było po, bo mam stracha, że znajdę się pod kołami bądź w rowie.

wyboje, policjant na policjancie – kolejna rzecz, która irytuje mnie podczas jazdy moim piknym skuterkiem. Skaczę na tym skuterze jak nie napiszę kto… prawie każde skrzyżowanie – jeb, wybój. Zjeżdżasz w inną strefę prędkości – kolejny. Jedyny plus, jaki widzę, że ma to ciekawe zastosowanie, to przy dość ostrych zakrętach. Wtedy faktycznie to zmusza Cię do przyhamowania co wpływa na Twoje bezpieczeństwo, ale reszta… Też jest ich dużo na skrzyżowaniach, aby przypomnieć: „Hola, hola – ten z prawej ma pierwszeństwo! Zwolnij!

zasada prawej ręki, czyli skrzyżowania równorzędne – W Polsce najeździłem się troszkę po drogach i jestem przyzwyczajony do naszych skrzyżowań, gdzie 90% skrzyżowań jest oznakowana z ustaleniem pierwszeństwa. Kiedy zacząłem tutaj jeździć byłem w delikatnym szoku. Otóż w Królestwie Niderlandów większość skrzyżowań jest bez znaków określających pierwszeństwa. Rzadko kiedy na skrzyżowaniu stoi znak „przejazd z pierwszeństwem” = wydaje Ci się, że jedziesz „główną” drogą w centrum, a tu nagle z prawej stronty wyskakuje Ci z impetem samochód. No i on oczywiście miał pierwszeństwo przejazdu, bo był z prawej strony. Też czasami się zdarza, że tych znaków nie ma i zastanawiam się, czy „mam mu ustąpić, czy nie?” – ale najczęściej podejmuję decyzję, że jadę! A co tam!

znaki w krzakach, albo ich brak – znaki, o których pisałem wyżej, te zobowiązującego prowadzącego skuter zjechać na ścieżkę rowerową i na odwrót. Często się zdarza tak, że te znaki są postawione „z zaskoczenia„, albo w jakiś krzakach, że musisz się ich dopatrywać, albo ich nie ma. Te „z zaskoczenia” często pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie: – Zjeżdżam sobie z ronda, a nagle po prawej stronie stoi znak zapraszający mnie na ścieżkę rowerową. Ani nie ma w razie czego jak przyhamować gwałtowniej, bo niech ktoś za Tobą jedzie, albo co… Albo jak pisałem, w ogóle ich nie ma – wtedy muszę mieć oczy w dupie za przeproszeniem i patrzyć na znaki, czy oby nie zaczęła się ścieżka dla motorowerów… I tak to właśnie wygląda.

Jeszcze bym znalazł tych powodów wku… wkurzających mnie kilka, albo kilkanaście, ale te są takie główne, które doświadczam gdzieś każdego dnia – ale z czasem idzie się do tego przyzwyczaić.

Podsumowując

Skuter na aktualną chwilę jest dla mnie świetnym rozwiązaniem –  własny transport i tanie koszty eksploatacji. Czasami zdarzają się nowe doświadczenia tj. przejażdżka po autostradzie, ale na obecną chwilę mam ustaloną już trasę do pracy, więc moja rodzina jest spokojna o mnie spokojna. Moja mama jest zawodowym kierowcą, kierowcą ciężarówki i nawet ostatnio sobie zażartowała, że jak przejeżdżała przez Holandię to rozglądała się, czy czasem ktoś nie jedzie na skuterze po autostradzie. Ha-ha. Co do Holandii i skutera – w swoich planach mam np. podróż skuterem do Amsterdamu, która mniej więcej powinna zająć mi około 5 lub 6 godzin. Obawiam się tylko, że mogę znów gdzieś pomylić zjazd bądź kierunek i może być znów emocjonalnie – ale za takie atrakcje już podziękuję. Na razie jest dobrze! Skuter mi służy -przejechał ponad tysiąc kilometrów bezawaryjnie – oby tylko tak zostało! Cześć!

 

 

7 komentarzy

  1. Witam,
    ładne miałeś przygody tym skuterkiem.. a autostradą to mnie zaskoczyłeś hehe.
    Możesz mi powiedzieć dokładniej jak odbywa się rejstracja w RDW ? muszę tam jechać z poprzednim właścicielem czy z samą umową kupna-sprzedaży czy jak?
    słyszałem że można takie przerejstrowanie zrobić też na poczcie, wiesz coś o tym ?
    Pozdrawiam

    • Cześć Rafał,
      Przerejestrowanie w RDW – Aby zrobić to samemu, musisz otrzymać od aktualnego właściciela umowę (dostał ją listem od RDW wraz z dowodem rejestracyjnym) oraz dowód rejestracyjny skuterka. 🙂
      Na poczcie można, ale tylko wtedy, jeżeli posiadasz holenderskie prawo jazdy.
      Oczywiście mogło się zmienić od nowego roku coś, ale myślę, że nie powinno 🙂
      Pozdrawiam.

  2. Dużo się zmienia z tego co widzę i proszę o aktualną informację na temat :
    co potrzebuję do kupna i rejestracji skutera na niebieskiej rejestracji, (nie mam prawka i mam 37 lat).

    • Ania, do zakupu skutera w Holandii i przerejestrowania niezbędne będzie potwierdzenie meldunku z Gemeente swojego miasta, a także uzyskanie licencji AM w RDW. Ale na jakich zasadach to się odbywa, ile trwa itp. nie mam zielonego pojęcia.

      Więcej informacji znajdziesz w moim innym wpisie:

      http://iamolekx.pl/2015/skuterem-w-holandii-informacje/

      Pozdrawiam,
      Olekx. 🙂

  3. Hej, mamy rok 2016 i prawo pewnie się trochę zmieniło. Jakie są wymagane dokumenty, by prowadzić skuter (ten szybszy, hehe) legalnie?
    Pozdrawiam 🙂

    • Cześć Michał!
      No za dużo się nie zmieniło – ja jeździłem skuterem w Holandii jeszcze 5 miesięcy temu.
      W Holandii na skuter (ten powyżej 25km/h, na żółtych tablicach) wymagane jest prawo jazdy kat. A lub B bądź ich specjalna licencja, którą można wyrobić (jak się nie mylę) w RDW. Ja jeździłem po Holandii skuterem, posiadając nasze polskie prawo jazdy. 🙂
      Pozdrawiam, Olekx.

  4. Pingback: Czy ja gram w jakimś filmie? Gdzie są te ukryte kamery?! | iamolekx.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *