Wyjazd do Holandii – szybka decyzja, przejazd do Holandii z krótką historyjką…

Szacuje się, że w końcu 2014 roku poza granicami Polski przebywało czasowo około 2 mln 320 tys. mieszkańców naszego kraju – dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny tego roku. W krajach Unii Europejskiej najwięcej rodaków przebywa w Wielkiej Brytanii, bo aż 29,5% (685 tyś.), w Niemczech 26,6% (618 tyś.), Irlandii 4,9% (113 tyś.), Holandii 4,7% (109 tyś.), zaś we Włoszech ok. 4,1% (96 tyś.). W Norwegii, kraju europejskiego nienależącego do UE mieszka 3,4% (79 tysięcy Polaków). Zdecydowana większość polskich emigrantów przebywa za granicą w związku z pracą, chociaż wraz z upływem czasu zwiększa się odsetek osób – członków rodzin polskich emigrantów, pozostających na ich utrzymaniu (małżonkowie, dzieci).

Witajcie Moi Drodzy!

Statystyki, statystykami – lecz fakt, że zaliczam się do nich nie jest zadowalający, jako, że te cyferki dotyczą osób, które wyjechały za granicę swojego kraju. Ja postanowiłem wyjechać do Holandii – a w jakim celu tutaj wyjechałem, dlaczego właśnie Holandia i jak to wszystko potoczyło… o tym opiszę poniżej.

 

Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy nie mogłem już znaleźć pracy… Był czas, kiedy miałem tyle ofert pracy, z których sam rezygnowałam, zaś w pewnym momencie stało się tak, że tej pracy nie mogłem jej znaleźć. Wysyłałem już swoje CV wszędzie, byle by znaleźć pracę, byle by mieć jakieś pieniądze. Między czasie miałem jakieś dorywcze prace np. jako dostawca pizzy, ale za psie pieniądze i po 11 godzin dziennie 7 dni w tygodniu. Poniżej przedstawiam wysłane moje maile o pracę wraz z datą. Trzeba jeszcze do tego dodać wysłane CV za pomocą formularzy na stronach pracodawców, agencji pracy itp. Chodź nie mogę napisać, że odpowiedzi nie miałem, bo miałem – ale po trzech/czterech miesiącach wyjazdu do Holandii. Wiem, ‚nieprawdopodobne, a jednak‚.

 

24 lutego 2015 roku zauważyłem ogłoszenie „Zatrudnimy w Holandii przy pakowaniu mięsa” – Już chyba byłem na tyle zdeterminowany, że nawet zainteresowało mnie ogłoszenie pracy z Holandii. Setki myśli: praca za granicą, lepsze życie, zmiana swojego życia czy spróbowanie czegoś nowego. I właśnie te myśli spowodowały, że tego samego dnia podjąłem szybką decyzję: Tak – jadę!

wyjazd-do-hol1

Próbowałem namówić brata, abyśmy pojechali razem, bo w dwójkę byłoby nam łatwiej – dodatkowo on znał język angielski, a ja nie. Mimo wszystko brat zdecydował, że nie pojedzie ze mną ale ja jednak nie zmieniłem  swojej decyzji i jej się trzymałem.

Wszystko pięknie, tylko że praca zaczynała się 1 marca, a ja praktycznie nie miałem większej sumy pieniędzy, nie miałem żadnego transportu, żadnych zakupów itp. Wziąłem pożyczkę na ten wyjazd, aby się obkupić, kupić bilet i mieć na w razie czego na jakiś start. Kupiłem dwa bilety, w obie strony – tylko termin przejazdu w stronę powrotną mogłem zawsze zmienić dzień przed planowanym wyjazdem, bądź go zwrócić.

Ogarnięcie się do wyjazdu – tutaj nie miałem dużo czasu, bo wyjazd był za dwa dni, a ja byłem w lesie. Musiałem się obkupić (zaczynając od żywności, kończąc na przedmiotach typu. torba podróżna, ręczniki czy odzież. Najszybciej dostępny wyjazd był 27 lutego o godzinie 15 z Warszawy, zaś przyjazd do Holandii następnego dnia przed południem.

Z tego wszystkiego najlepsze jest to, że wiedziałem tylko do jakiego miasta jadę – ale po co, dlaczego i z kim, czym… to nic nie wiedziałem. Kobieta, z którą rozmawiałem przez telefon powiedziała mi, że ktoś po mnie przyjedzie na stację. Szczerze, to nie wiedziałem co tak naprawdę mnie czeka. Miałem różne wyobrażenia, szczególnie te najgorsze – porwanie, morderstwo itd. Ale nie wnikajmy w szczegóły.

 

Wyjazd z Polski, przesiadki i krótka historyjka – Udałem się do Warszawy, na miejscu do Dworca Zachodniego, lecz wcześniej z wizytą w sklepie kupując power-banka (który i tak był rozładowany) oraz spotkania z kolegą. Odjazd był o godzinie 15:15, zaś ja byłem pewny, że jest on 30 minut później. No i co… jestem już na Dworcu Zachodnim bliżej 15:30, zaś nagle dzwoni telefon. Odbieram, a tam niemiłym głosem stewardesa autobusu z zapytaniem „Gdzie ja jestem? Bo już powinniśmy odjechać 15 minut temu.” Doszedłem do tego autobusu, jeszcze oddzwaniając do tej kobiety który jest to autobus, bo ja nie wiem który, a nie widzę nigdzie autobusu z tabliczką kierunkową do Holandii. Dość niemiłym, nawet mogę określić krzykliwym głosem z tytułu mojego spóźnienia przywitała mnie wysoka, szczupła blondyna – zapowiadało się ciekawie, ale to tylko pozory. Ja upierałem się przy swoim, że jestem o dobrej godzinie, lecz w momencie, kiedy wyciągnąłem bilet z kieszeni zrobiłem się „taki malutki” – było mi tak głupio, przeprosiłem. Plus tego wszystkiego taki, że jeszcze nie zdążyłem dobrze usiąść, a autobus już ruszył. Nie musiałem czekać, aż wszyscy siądą, zapakują torby itp. Ale to nie wszystko z mojego przejazdu… Na początku nie mogłem usnąć, bo byłem tak podekscytowany tym wyjazdem, a zarazem smutny i rozerwany  – pamiętam, że zasnąłem dopiero gdzieś po 23… Tak świetnie się spało, kiedy nagle po 12 w nocy na granicy Polska – Niemcy była organizowana przesiadka do drugiego autokaru, ponieważ to nie był autobus bezpośredni. No i była jakaś masakra, zaspany – przenoszenie wszystkiego, toreb, plecaka itp. No okey, jeszcze to było w kraju, więc jakoś się to udało. Ale najgorzej to była druga przesiadka w Niemczech w Hamburgu, – takie nieporozumienie, że głowa mała. Było to gdzieś 3 w nocy pamiętam, też zaraz co obudzony – każą brać swoje wszystkie rzeczy i kierować się do autobusu z danym numerem bocznym. I takiego autobusu nie było – wszyscy biegali, każdy w swoją stronę ze swoimi torbami. Ja to nie wiedziałem co mam robić – pytam się tej stewardesy, ona mi mówi, że autobus stoi dwa stanowiska dalej, kiedy to był inny autobus. Jak się okazało, to był zupełnie inny autobus, z innym numerem bocznym oraz prawie przy samym wyjeździe ze stacji. Ale na szczęście udało się jakoś, wsiadłem do docelowego autobusu. Byłem zadowolony.

Jadąc tym ostatnim autokarem było już luźno, bez takiego tłoku, jak miało to miejsce w poprzednich kursach. Nawet było bardzo dużo sporo wolnych miejsc. Usiadłem sobie z tylnej części autobusu, aby mieć spokój i sobie odespać. Na samym końcu siedziała kobieta z dwójką małych dzieci, w wieku szkolnym i przedszkolnym. Podczas słuchania jej rozmów z dziećmi, domyśliłem się, że jest to Niemka – może z urody tak nie przypomniała do końca Niemki, ale po wymowie i akcencie stwierdziłem, że prawdopodobnie tak jest. Lecz w pewnym momencie usłyszałem, że ktoś, coś mówi po polsku – wobec tego rozglądałem się kto to. Jak się okazało, to ta kobieta rozmawiała przez telefon – Tak, to była Polka! Czekałem tylko jak skończy rozmawiać przez telefon, aby zadać jej kilka pytań. Chciałem się dowiedzieć, czy jest Polką, bądź po prostu Niemką znającą język polski, bo być może ma w Polsce znajomych. Jednak jak tylko skończyła rozmowę przez telefon, zacząłem rozmowę. Dowiedziałem się, że ma na imię Andżelika (Andżela), pracowała kiedyś w Niemczech, ale poznała tam swojego aktualnego męża holendra, z którym przeprowadziła się do Holandii i żyje tam już z nim 11 lat, dlatego tak dobrze mówi po holendersku. Dzieci już nie uczy języka polskiego, bo uważa, że to nie ma sensu. Rozmawialiśmy do samej Holandii, nawet udało mi się poznać jej męża. To tyle, przejdźmy dalej…

Jestem na miejscu, widzę dookoła pełno rowerów i rowerzystów, dosyć mocno natężony ruch, cieplutko i słonecznie – już na początku Holandia zrobiła na mnie dobre wrażenie.. Wcześniej, jeszcze zanim dojechałem, zadzwoniłem, że będę o określonej godzinie na miejscu, aby po mnie faktycznie ktoś przyjechał. Stałem sobie z tymi torbami i rozglądałem się dookoła obserwując co się dzieje dookoła. W pewnym momencie podchodzi do mniej jakiś mężczyzna – „To Ty jesteś Darek?” – Odpowiedziałem niepewnie: – Tak. Złapał za moją jedną z torb i powiedział: – Chodź za mną, bo tutaj niedaleko zaparkowaliśmy. No okey… To idziemy – oczywiście w głowie setki myśli, co, kto, bo szczerze, to ten facet nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Aby nie pisać szczegółów, napiszę, że nie prezentował się na tyle, bym mógł mu zaufać. Ale nie miałem innego wyboru. Doszliśmy do samochodu. Pierwsze co, zerkam na rejestrację – polskie tablice rejestracyjne. Wrzuciliśmy torby do bagażnika i wsiadamy. Na szczęście jakoś poprawiła ogólne sytuację kobieta, która kierowała tym samochodem. Zaczęła się rozmowa, wszelkie pytania, pierdołki i nie z gruchy nie pietruszki, podjeżdżamy na miejsce. Malutkie osiedle, dookoła domki mieszkalne z dużymi oknami i kilka budynków w jednym rzędzie z kilkoma mieszkaniami, przykład podobnego budynku z okolicy (tego, w którym ja mieszkałem nie ma dobrze dostępnego.).

wyjazd-do-hol2

Ogólnie pierwsze wrażenia dobre, wyszedł do mnie jakiś chłopak, złapał za jedną torbę i razem z tym z samochodu pomogli mi zabrać się do środka. Na pierwszy rzut oka było ogólnie super – duży salon, jadalnia z kuchnią i te duże okna. No cudownie. Pamiętam, że było tam 6 osób – czterech chłopaków i dwie kobiety, z czego jedna była matką dwójki będących tam osób. Oczywiście tutaj też nie było wszystko kolorowo – dla mnie aktualnie nie było miejsca, bo chłopak z pokoju, w którym miałem być, był na urlopie, więc nie mogłem się osiedlić. Ale miałem gdzie spać, dostałem ‚pokój’ na poddaszu bez okien, z materacem i szafką. Chodź długo tu nie mieszkałem – bo na za tydzień miałem przeprowadzkę do innego miasta, innego domu. Ale o tym później. Rozpakowałem to, co najważniejsze i postanowiłem, że przejdę się do sklepu po lokalną kartę SIM, aby mieć dostęp do świata.

Wsadziłem słuchawki w uszy i postanowiłem, że przejdę się do sklepu przy tym obserwując jak to tutaj wszystko wygląda. Pamiętam, że przechodziłem obok jakiegoś mężczyzny z pieskiem i coś powiedział – nie usłyszałem do końca co i nie byłem pewny, czy mówił to do mnie, czy czasem do swojego psa. Ale w momencie, kiedy mijałem następną osobę i nagle w moim kierunku powiedziała „Helloł” z uśmiechem na twarzy – dotarło do mnie, że tutaj wszyscy po prostu na ulicy mówią sobie „Cześć” – czyli w ich przypadku „Hoi, hello czy morhen, mydach (dzień dobry)„. Pamiętam, że na początku byłem tym tak podekscytowany, że tak do siebie ludzie podchodzą przyjaźnie. Jednak to tylko pozory – bo tak to nie są tak otwarci jak się wydaje. Ale o tym już opiszę w kolejnym z któryś moich wpisów.

Podsumowanie

Od tamtego czasu jestem w Holandii do dzisiaj, zmieniłem dwa razy pracę i mam kogoś blisko siebie,  więc wyjazd na pewno coś zmienił w moim życiu. Nowe doświadczenia, nowe obyczaje czy praca, do której przyjechałem – o niej również opiszę w którymś wpisie.  Gdy ktoś mnie pyta dlaczego akurat Holandia – Odpowiadam, że była to decyzja podjęta z dnia na dzień. Doskonale mogłaby być to Anglia czy Norwegia. Ale, że akurat trafiła się okazja być tutaj, więc jestem. Jedyne, czego mi brakuje na miejscu, to mojej rodziny, znajomych, których zostawiłem w Polsce. Ale wiem, że przyjdzie taki dzień, że wrócę na stałe do kraju, lecz już ze swoim ustalonym celem.

Jeżeli ktoś chce wyjechać za granicę i zmienić coś w swoim życiu – niech to robi! Niektórzy mają więcej na to czasu, a niektórzy mniej. Ja miałem znacznie mniej czasu i przyjechałem tutaj. Nie żałuje tej decyzji i każdego chętnego od niej nie odsuwam, a wręcz przeciwnie. Tylko jasno wtedy mówię jak wygląda tutaj, co się poświęca i co będzie od Nas wymagane…

 

A czy Wy podjęlibyście taką decyzję? Czy ta decyzja nie była lekkomyślna? Mam nadzieję, że dotrwaliście do tego momentu. Czekam na Wasze pytania, wszelkie komentarze pod wpisem. Do następnego!

20 komentarzy

  1. Pingback: Moja pierwsza, ‚wymarzona’ praca w Holandii… – Jam Olekx… Chapam życie każdego dnia..

  2. Pingback: Czy warto uczyć się języków obcych? Jaki język obcy wybrać do nauki? – Jam Olekx… Chapam życie każdego dnia..

  3. Pingback: Jacy są Holendrzy? Czy naprawdę są tacy mili i otwarci na jakich wyglądają? – Jam Olekx… Chapam życie każdego dnia..

  4. Pingback: Zostałem oszukany w Holandii przez agencję pracy – Jam Olekx… Chapam życie każdego dnia..

  5. Pingback: To już rok w Holandii! Gdzie są te wymarzone, złote góry? | iamolekx.pl

  6. Pingback: Zostałem oszukany w Holandii przez agencję pracy | By Olekx

  7. Pingback: Żadna rzecz materialna nie zastąpi Rodziny! | By Olekx

  8. Pingback: Moja pierwsza, ‚wymarzona’ praca w Holandii… | Jestem Darek! - Bior? od ?ycia co chc?!

  9. Pingback: Jacy są Holendrzy? Mili, otwarci - No chyba nie!

  10. Pingback: Wyjazd do pierwszej, ‚wymarzonej’ pracy w Holandii… | Jam Olekx… Chapam życie każdego dnia…

  11. |Jakie problemy by nie byly Polak zawsze sobie poradzi, a male ekscesyspotkaja kazdego predzej czy pozniej. Sam wyjechalem i wiem, ze warto wyjechac chociaz ze wzgledu zeby poznac zagraniczna kulture i ksztalcic jezyk. Pracy za granica jest duzo a nawet najnizsza krajowa daje mozliwosc na normalne zycie bez zalowania pieniedzy na cokolwiek odwrotnie niz w Polsce, tak wiec rodacy w droge bo kto nie ryzykuje ten szampana nie pije! 😉

    • Witaj Foyu!
      Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz. Dokładnie tak – jak to mówią „Polak potrafi” i coś w tym jest. Potrafimy sobie poradzić niezależnie od sytuacji. Czasami lepiej, czasami gorzej, ale jednak próbujemy. Wyjazd za granicę jest świetnym doświadczeniem, nawet chociażby na wakacje (rzecz jasna, mam na myśli do pracy). Zapraszam do czytania, komentowania moich dalszych wpisów. Pozdrawiam, Darek.

    • POLAK ZA GRANICAMI JEST JAK ROBAK, W POLSCE JAK W LESIE TO GDZIE POLAK POJEDZIE SYF ROBI. SIEDZCIE NA DUPACH W TYCH WARSZAWKACH A NIE DO CYWILIZACJI SIE PCHACIE, ROBALE. POZDRAWIAM, SHALOM

    • Cześć Tygrysek Goldbaun,
      Nie rozumiem za bardzo co masz na myśli pisząc ten komentarz. Byłaś kiedyś za granicą? Doświadczyłeś kiedyś poczucie bycia na obczyźnie (mam na myśli do pracy, nie na wakacje itp.)?
      Pozdrawiam, Olekx.

    • PRACUJE ZDALNIE NA BALI DLA FILMY Z USA, JESTEM POCHODZENIA POLSKIEGO(NIESTETY). MIAŁEM STYCZNOŚĆ Z POLAKAMI W LONDYNIE, LIVERPOOLU, BERLINIE, PARYŻU, OSLO I INNYCH PIĘKNYCH MIEJSCACH W EUROPIE. MAGIA KOŃCZY SIĘ GDY POLAK OTWIERA GĘBĘ. ZERO AKCENTU, TYLKO KURWY I FUCKI. LUDZIE PATRZĄ Z ODRAZĄ I POLITOWANIEM, CO INNEGO LUDZIE Z INNYCH KRAJÓW WYJEŻDŻAJĄCY DO PRACY. U NAS TEJ KULTURY BRAK, SAME DRESY PYTAJĄCE O PROBLEMY I POLACTWO „ZARABIAM TRZY TYSIĄCE ZŁOTYCH, JESTEM KURWA KIMŚ”.
      SZANOWAŁEM POLAKÓW, DO MOMENTY WYBRANIA DUDY NA PREZYDENTA, TERAZ PIS. WAS TO POJEBAŁO

      TIGEREK POZDRAWIA I CAŁUJE 😉

    • Jako, że jesteś na Bali, to tam Polaka tak szybko nie spotkasz, jak w krajach Unii Europejskiej (np. Anglia, Niemcy, Holandia itp.), co za tym idzie, nie doświadczasz tego na co dzień jak ja. Faktycznie, Polacy nie prezentują za wysokiego poziomu za granicą (oczywiście nie wszyscy) – chodź uważam, że używanie wulgaryzmów to nie jakaś zbrodnia, oczywiście z głową (przy kim, gdzie itp.) Sam nie raz powiem „fuck” czy „kurwa”, nawet żem śmiać napisać, że lubię czasami ‚puścić wiązkę”, aby było lżej na duszy, oczywiście bardziej do siebie (np. podczas zdenerwowania) – takich epitetów nie kieruję do osób bądź np. w sklepach, ulicy itp. Zgodzę również się z Tobą, że większość polaków wyjeżdżających za granicą to „dresy grających cwaniaków z podwórka” – szczególnie do swoich rodaków. Taka nienawiść – skąd? Ale to już chyba jest wyniesione „z podwórka” (czyt. też: kraju, gniazda rodzinnego). Ja nie rozumiem tego… Dlaczego jesteśmy tacy? Tego nie wiem… I takie momenty mi dają do myślenia, że jak ja żałuję, że urodziłem się w Polsce…

  12. Darek! Z wielkim zaciekawieniem weszłam na Twojego bloga i nie zawiodłam się! Świetny tekst. Bardzo się cieszę, że wyjazd do Holandii Ci się udał i jedyne co mi pozostaje to życzenie ci powodzenia, by układało Ci się tam jak najlepiej.
    Czekam na kolejny wpis!
    Trzymaj się!

    • Hej Iwonko!
      Bardzo się cieszę, że Cię zaskoczyłem, pozytywnie.Sam wyjazd do Holandii się udał, ale później sytuacja była mniej zabawna. Ale to już w kolejnych wpisach. Dziękuję za Twój komentarz! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz Cię zaskocze, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *