Jacy są Holendrzy? Czy naprawdę są tacy mili i otwarci na jakich wyglądają?

Holandia jest nazywana „krajem wolności” – to wszystko za sprawą „legalnego” spożywania narkotyków miękkich czy  usytuowanej sytuacji prawnej osób LGBT.  Dla przyjezdnych, turystów „kraj bajka” – można skosztować marihuany, tyle atrakcji i do tego jeszcze tacy uśmiechnięci Ci Holendrzy, każdy się z Tobą wita, mimo, że jesteś dla nich obcy.

No właśnie, jacy są Holendrzy? Czy faktycznie są tacy mili i otwarci jak się wszystkim wydaje? Czy uśmiech na ich twarzach jest faktycznie szczery? Opiszę o tym jak to widzę ze swojej strony, oczywiście podając do tego kilka przykładów, aby nie było za sucho.

Zdecydowałem się, że o tym napiszę, bo z dnia na dzień zaczyna mnie to coraz bardziej irytować i z tym zmienia się moje nastawienie do Holendrów i ich stosunku bycia. Pamiętam, jak na początku tutaj przyjechałem i byłem wręcz zachwycony ich otwartością (można przeczytać wzmiankę  o tym w moim innym artykule), że idąc na ulicy, mimo, że mnie nie znają, uśmiechają się i do tego powiedzą mi „cześć„. Jednak w momencie, kiedy zacząłem pracować z tymi ludźmi, miałem kilka sytuacji. w których Holendrzy pokazali swoją prawdziwą twarz, przez co moje podejście się do nich zmieniło…

Pierwszym takim poważnym elementem całej tej układanki jest pewna historia, która przydarzyła mi się około dwóch miesięcy po przyjeździe do Holandii. Rozpocząłem nową prace i dzień dnia musiałem wracać po pracy do domu autobusem… Kupowałem bilet u kierowcy podczas wsiadania do autobusu. Pewnego dnia zauważyłem, że nie wziąłem ze sobą pieniędzy – zorientowałem się dopiero na przystanku. Miałem przy sobie 2,30 euro, zaś bilet kosztował 3,50 euro. Był to okres, że moje konto w banku było w trakcie aktywacji, więc byłem bez dodatkowego grosza przy sobie. Wobec tego wpadłem na pomysł, że po prostu poproszę kogoś na ulicy czy by mi nie „pożyczył” do biletu powrotnego do domu… byłem pewny, że pójdzie to bez żadnego problemu, szczególnie, że Holendrzy są tacy „mili i otwarci„. A tu jednak grubo się pomyliłem… Do pierwszych osób, które podszedłem, to były dwie młode 18/19-stki, zapytałem, czy byłyby miłe pożyczyć troszkę do biletu, bo nie mam  – co najlepsze, dla udowodnienia miałem w ręce te swoje dwa trzydzieści i kilka skasowanych wcześniej biletów. Otrzymałem odpowiedź, że nie mają pieniędzy… No okey, wobec tego postanowiłem iść dalej – skierowałem się do kobiety, która siedziała w samochodzie na jakimś małym parkingu przed domem. Kiedy podszedłem, uchyliła szybę, lecz tylko, gdy usłyszała, że brakuje mi pieniędzy do biletu – tak nagle zamknęła się od środka wciskając guzik w drzwiach oraz domykając szybę krzycząc: NEI, NEI, NEJ! Podszedłem jeszcze do jakiegoś mężczyzny, ale zareagował podobnie, więc zrozumiałem, że to po prostu nie ma to sensu. Co mnie bolało, że wszyscy witali mnie z uśmiechem na twarzy, a nawet nie chcieli w jakiś sposób pomóc… to było takie przykre. Pozostało mi nic innego, jak iść 12 kilometrów, zmęczony po pracy do domu na pieszo…

Wyżej opisana historyjka uświadomiła mi, że ten uśmiech na twarzach Holendrów jest już po prostu wyuczony – nie ma on żadnych emocji. Bo co mi po tym, że ktoś się do mnie uśmiechnie, kiedy po odwróceniu głowy w drugą stronę kogoś mina zrzędnie jak bym tej osobie dał w twarz. Niby to jest takie miłe – ja akurat w tym nic nie widzę miłego poza dobrym aktorstwem.

Kolejną sytuację, która zraziła mnie do Holandii, to w momencie, kiedy pracowałem jeszcze przy kurczakach (opis o kurczakach w tym artykule) i nie umiałem języka angielskiego na tyle, by móc jakoś poprawnie się komunikować. Ale mimo wszystko próbowałem rozmawiać – czasami wspomagając się tłumaczem Google, ze względu na to, że nie umiałem nic sensownego samodzielnie powiedzieć… Często zapraszali mnie do stołu właśnie tacy starsi Holendrzy (wiek 40 – 55 lat), by „porozmawiać” – no okey, na początku siadałem i próbowałem  coś wydukać, zaś oni potrafili między sobą rozmawiać coś po holendersku i śmiejąc mi się prosto w twarz. Uważali, że jak nie znam angielskiego, to jestem jakiś głupi, nierozumny pół-mózg. Doskonale wiedzieli, że nie znam angielskiego dobrze, to chcieli porozmawiać. Byłem pewny, że po prostu chcą mnie tego języka podszkolić, jednak się myliłem – szukali sobie kogoś, z kogo mogą zrobić debila i mogą się z niego pośmiać. Jednak mnie w pewnym momencie na tyle zirytowała cała ta sytuacja i powiedziałem, że to, że nie umiem języka angielskiego, to nie oznacza, że jestem jakimś idiotą, z którego można się śmiać prosto w twarz… Od tamtej pory sytuacja się poprawiła, ale ja już nie miałem ochoty z nimi rozmawiać.

Trzeci i ostatni przykład przydarzył mi się niespełna tydzień temu, kiedy to przejeżdżając w centrum mojego miasteczka zobaczyłem świetne miejsce, które by warto sfotografować. Postanowiłem, że zatrzymam się by zrobić to zdjęcie – zaparkowałem swój skuter przed jakimś domem, w miejscu, gdzie nie przeszkadzał on nikomu. Przeszedłem sobie przez ulicę, dość duży pas zieleni i jeszcze kawałek, a nagle słyszę krzyczy ktoś – jako, że miałem kask na głowie, to i tak dopiero zorientowałem się po pewnym czasie. Oglądam się, a tam kobieta przy tym domku wymachująca w moją stronę rękoma – jako gestami starałem pokazać jej, że zrobię tylko zdjęcie i idę. Zaś ta przeszła przez ulicę, przez ten pas zieleni i prosto do mnie coś tam krzyczy machając dalej rękami. To spokojnie spytałem, czy mówi może po angielsku – jeszcze bardziej się zbulwersowała i uniosła ton… Ja powiedziałem, że zrobię tylko zdjęcie i jadę, bo jestem w trasie do pracy. Powiedziała, że ona tego nie akceptuje, że mam zabrać skuter w tej chwili, bo jak nie, to dzwoni po policję. No co…? Wziąłem ten skuter i postawiłem go sobie z drugiej strony… ale czy tej kobiecie coś przeszkadzał ten skuter? Ani nie zastawiłem jej parkingu, ani żadnego wejścia wjazdu itp. Byłem po prostu zniesmaczony i jednocześnie w szoku, bo nie spodziewałem się takiej reakcji. Dla przykładu wstawiam zdjęcie pokazujące pas zieleni i ulicę (ten po lewej), którą musiała przebyć, by do mnie dotrzeć…

jesien-wpis-holendrzy

Opisać mógłbym jeszcze kilka sytuacji, ale myślę, że wystarczą opisane te trzy wyżej. One pokazały jacy są naprawdę Holendrzy i że nie warto wierzyć im na ten ich piękny uśmiech oraz przywitanie. Mimo, że jestem tutaj 8 miesięcy, to już się przekonałem o tym na własnej skórze niejednokrotnie i teraz podchodzę do tego wszystkiego z dystansem – jak ktoś mówi mi cześć, to odpowiadam, ale ja pierwszy nie wychodzę z inicjatywą. Chyba, że wchodzę gdzieś do jakiegoś miejsca czy sklepu itp., bo uważam, że to nie ma sensu.

Zauważyłem, że głownie starsi Holendrzy prezentują taki styl bycia „uśmiechnij się, zrób dobre wrażenie„, ale gdy przychodzi co do czego, to wypinają się na Ciebie z niezłym wrzaskiem. Oczywiście nie mogę napisać, że wszyscy, ale większość… Młodsze osoby, zbliżone do mojego wieku (18 – 25 lat) już nie uśmiechają się tak głupio do Ciebie z daleka – przywitać się przywitają, ale nic na siłę. Mimo to są bardzo chętni do rozmowy. Potrafią zapytać np. do której dzisiaj pracujesz? Jak minął Ci weekend? Jak się czujesz? itp. Wiadomo, nie będziemy mu się zwierzać i opowiadać, że w ostatni weekend ledwo trzymałem się na nogach i połowy to nie pamiętam, a do tego pół nocy zwymiotowałem. Ale mimo to czasami warto do kogoś się odezwać. Najczęściej przychodzi im się zapytać o znaczenie jakiegoś słowa w języku polskim, głownie to wulgaryzmy, ale nie tylko. Również interesują ich np. różnice między Polską, a Holandią dot. np. zarobków, cen itp. Oczywiście podaję tu tylko przykłady, jakie mi wpadły teraz do głowy.

Nie chcę od razu tutaj nastawiać nikogo na to, aby do Holendrów był uprzedzony – bo jak pisałem, nie wszyscy są tacy sami i nie mogą być wrzucani do jednego worka. Są tacy, co by Cię minęli na ulicy i nie powiedzieli głupiego „dzień dobry”, ale mógłbyś liczyć na pomoc z ich strony, a są tacy, co o mało Ci nie pokażą swoich plomb w zębach krzycząc z drugiej strony ulicy, czyli od tej, od której doświadczyłbyś najwięcej krzywdy. Też kwestia człowieka, ale jednak jest to większość mentalność Holendrów.

O tym właśnie chciałem napisać w tym moim wpisie. Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałem. Jeżeli tak, napiszę kolejny artykuł!

 

A czy Ty miałeś jakieś doświadczenia z osobami za granicy, które Cię do siebie zraziły bądź może wręcz przeciwnie? Bądź może miałeś jakąś ciekawą historię, którą chcesz się podzielić. Czekam na Wasze komentarze pod wpisem!

4 komentarze

  1. Holendrzy sa mili. To co Pan opisuje to nieprzepisowe zachowanie a takze zebractwo.
    Mieszkam w Holandii 5 lat.
    Wystarczy ze bedzie Pan przestrzegal zasad i nie spotka sie Pan z takimi reakcjami.

    • Witaj fhhgh,
      Na początku dziękuję za komentarz. Myślę, że mój wpis tutaj o złamane przepisy prawa się nie „zahacza”. Jasno podałem w nim przykłady, które chyba mówią same za siebie. Również można pod koniec artykułu przeczytać, że ja miałem akurat takie dowiedzenia i nie każdy taki jest. 🙂 Mam też miłe wspomienia z Holendrami, szczególnie z sąsiadami! 🙂
      Pozdrawiam!

    • Witaj fhhgh,
      Na początku dziękuję za komentarz. Myślę, że mój wpis tutaj o złamane przepisy prawa się nie „zahacza”. Jasno podałem w nim przykłady, które chyba mówią same za siebie. Również można pod koniec artykułu przeczytać, że ja miałem akurat takie dowiedzenia oraz nie każdy taki musi być. 🙂 Mam też miłe wspomienia z Holendrami, szczególnie z sąsiadami! 🙂 Można przeczytać w którymś z moich wpisów.
      Pozdrawiam!

  2. Pingback: Dlaczego od ponad tygodnia taka cisza na moim blogu? | iamolekx.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *